Ronnie Coleman – najlepszy z najlepszych

W świecie kulturystyki są pewne legendy. Sergio Oliva, którego możemy określić pierwszym kulturystą nowego typu. Arnold Schwarzenegger, który sprawił, że kulturystyka stała się znaną i popularną dyscypliną. Frank Zane, który pokazał jak wygląda idealnie wyrzeźbione ciało. I jest też Ronnie Coleman, który przez wielu jest uważany za najlepszego kulturystę w historii tego sportu.

Ronnie Dean Coleman urodził się 13 maja 1964 roku w miasteczku Monroe w Luizjanie (Stany Zjednoczone). Sportem interesował się od dziecka, a jego wybór padł na futbol amerykański. Miał do tego świetne warunki – był dużym i silnym chłopakiem. Kolegom z drużyny i trenerowi imponował również oddaniem. Zawsze intensywnie ćwiczył i dawał z siebie wszystko. Z tym sportem nie rozstał się nawet na studiach. Na Grambling State University studiował rachunkowość i grał w GSU Tigers jako środkowy liniowy (trenerem drużyny był wtedy Eddie Robinson). Coleman miał świetne warunki do sportu i sprawiał mu on ogromną przyjemność, ale to właśnie z księgowością wiązał swoją przyszłość. Pomyślcie tylko. Gdyby plany Ronniego się udały nikt by nie usłyszał o najlepszym kulturyście w historii. Za to kilka firm miałoby księgowego o imponujących rozmiarach.

Coleman ukończył studia w 1984 roku i przeprowadził się do Dallas w Teksasie. Jak wielu młodych ludzi wierzył, że wyjazd do innego miasta pozwoli mu znaleźć lepszą pracę. Jak wielu młodych ludzi nie miał racji. Początki nie były łatwe, a Ronniemu nie udało się znaleźć wymarzonej pracy w księgowości. W końcu trafił na ofertę pracy w położonym niedaleko mieście Arlington. Udał się tam i dołączył do policji. Jako policjant na czynnej służbie pracował do 2000 roku (do 2003 pozostawał jako policjant w stanie rezerwy) – można bez problemu znaleźć filmik, który pokazuje jeden dzień z życia oficera Colemana. Był tak ogromnym policjantem, że samo jego pojawienie się w dzielnicy radykalnie zmniejszało poziom jej przestępczości. Praca w policji miała jeszcze jeden dodatkowy atut – Ronnie mógł do woli korzystać z policyjnej siłowni. Mamy pewną kontrolę nad swoim życiem, ale sporo zależy też od innych i od zwykłego przypadku. Gdyby nie Gustavo Arlotta, kolega z policji, Ronnie mógłby pozostać po prostu olbrzymim policjantem. Ten jednak zwrócił uwagę, że Coleman powinien wypróbować siłownię Metroflex. Założył ją ledwie dwa lata wcześniej Brian Dobson i już miała reputację bardzo ciężkiej i profesjonalnej. I tak oto Gustavo nieświadomie pchnął Ronniego na ścieżkę do wielkości.

Brian Dobson był zdumiony możliwościami Ronniego. Cieszył się tym bardziej, że od jakiegoś czasu poszukiwał partnera do ćwiczeń. Bez wahania zaoferował Colemanowie darmowe i dożywotnie członkostwo, po czym wziął go pod swoje skrzydła. Pokazał mu wszystkie ćwiczenia kulturystyczne jakie sam znał i ze zdumieniem spostrzegł jak szybko uczeń przerósł mistrza. Po zaledwie rocznym treningu Ronnie zostawił Briana daleko w tyle. Był w stanie zrobić 20 przysiadów z obciążeniem 225 kg, w Martwym Ciągu podnosił 315 kg, a wykroki ze sztangą robił bez trudu przy obciążeniu 160 kg. Wszystko wskazywało na to, że Coleman był nadczłowiekiem stworzonym do rozbudowy swoich mięśni. Dobson nie mógł zignorować naturalnych predyspozycji swojego protegowanego. Zachęcił Colemana do wzięcia udziału w konkursie, a pierwszy wybór padł na Mr. Texas w 1990 roku. Ronnie posłuchał, pojechał i bez wysiłku zwyciężył. Rok później wziął udział w zawodach World Amateur Championships (waga ciężka) organizowanych przez IFBB (ang. International Federation of BodyBuilding and Fitness). Zwycięstwo na tym turnieju zapewniło mu pro kartę IFBB i zakończyło okres amatorstwa Ronniego Colemana. Pierwsze lata były ciężkie. Ronnie przekonał się, że mógł błyszczeć wśród amatorów, ale musi się znacznie bardziej postarać, aby zabłysnąć wśród zawodowców. Przełom nastąpił w 1995 roku wraz ze zwycięstwem w Canada Pro Cup. Po tym zwycięstwie sprawy zaczęły nabierać tempa. Nie oznacza to, że Ronnie już zawsze wygrywał, o nie. Brał udział w wielu konkursach i wiele z nich przegrał – w tym kilka Mr. Olympia. Nigdy jednak się nie poddawał i zawsze dawał z siebie wszystko.

W końcu nastąpił najważniejszy dzień. W 1998 roku Ronnie Coleman po raz kolejny spróbował sięgnąć po Olimp. Tron na szczycie był pusty, ponieważ Dorian Yates, niepokonany Cień z Anglii, odszedł na emeryturę. Walka wśród następców była niezwykle intensywna, lecz zwycięzca mógł być tylko jeden – Ronnie Coleman.

Coleman zasiadł na tronie w 1998 roku, a następnie obronił tytuł Mr. Olympia w 1999, 2000, 2001, 2002, 2003, 2004 i 2005. Przez pierwsze trzy lata nie pozwalał nikomu nawet zbliżyć się do szczytu. Jednak od 2001 roku pojawił się godny przeciwnik – Jay Cutler. Ten w 2001, 2003, 2004 i 2005 znajdował się tuż za Ronniem. Colemanowi udawało się obronić, ale Cutler nigdy nie odchodził daleko od szczytu Olimpu. Pozostawał stale tuż za plecami obecnego mistrza, niczym stale rosnący, niebezpieczny cień. Ten cień w końcu pochłonął Ronniego. W 2006 roku Cutler pokonał Colemana, strącił go na drugie miejsce i sam zasiadł na tronie. Ronnie próbował odzyskać Olimp w następnym roku, ale zajął czwarte miejsce. To był dla niego koniec. Postanowił zakończyć swoją karierę i odszedł na emeryturę.

Ronnie był stworzony do kulturystyki. Błyskawicznie nabierał siły i masy mięśniowej. Doskonale odnajdował się na konkursach i zdawał się mieć nieskończone pokłady siły – w jednym roku potrafił walczyć w tylu turniejach, że wysiłek z tym związany wysłałby kogoś słabszego na drugi świat. Stał się legendą, a wielu uważa go za najlepszego kulturystę wszech czasów.

Problem w tym, że Ronnie jest tylko człowiekiem. Nadzwyczajnym i niezwykle silnym, ale jednak człowiekiem. W ciągu kariery przeszedł wiele operacji, w tym wymianę obu bioder. Zabiegi miały naprawić jego obciążone ciało, ale komplikacje sprawiły, że obecnie Coleman boryka się z wieloma problemami. Odczuwa stały ból, istnieje ryzyko, że nie będzie w stanie chodzić, a ćwiczenia jedynie powstrzymują atrofię mięśni – nie jest w stanie się już rozwijać. Coleman oskarża o to chirurgów i źle przeprowadzone operacje, ale niektórzy zwracają uwagę, że za szybko zaczynał ćwiczyć po zabiegach. Nadmiernie obciążał regenerujące się ciało. Czy to wina chirurgów? Czy może Colemana? Nie da się powiedzieć. Możliwe, że prawda leży pośrodku. Mimo wszystko w ciągu życia Ronnie nie oszczędzał swojego organizmu. Miał niesamowite możliwości i olbrzymią siłę, ale ciało pozostaje ciałem.

Prawda jest taka, że Ronnie Coleman jest wielki. Jest nadzwyczajny, w pełni zasłużył na sukces i sławę. Jest inspiracją i wzorem dla innych, a ci co z nim walczyli dalej wspominają te starcia. Ciepło opowiadają o Colemanie w samych superlatywach. Opowiadają o nim ze smutkiem, ponieważ Ronnie płaci teraz straszliwą cenę za swoje możliwości. Nie ma nic za darmo, a ciało Colemana wystawiło mu potworny rachunek.

Dodaj komentarz